Wyznanie: nie wszyscy poznajemy się w aplikacjach. Niektórzy poznają się tam, gdzie bywają od lat. Tam, gdzie powtarzalność jest sama w sobie sygnałem: ktoś cię widzi w każdy czwartek i powoli przestaje być obcy.
Marek, 62, mieszka w Gdańsku-Wrzeszczu, pracował 30 lat w Stoczni jako inżynier mechanik. Rozwiódł się w 2019 roku. Spokojnie, bez dramatu, po 28 latach małżeństwa. Żona odeszła do kolegi z pracy. Bolało długo, ale bez scen — na polski sposób, w ciszy, z rozwagą.
Co robił po rozwodzie
Przez rok nic. To znaczy — praca, dom, telewizor, spacer psa. Piwo w piątek wieczorem w pubie „Cisza" na Jaśkowej Dolinie, z dwoma znajomymi z pracy. Syn w Warszawie, córka w Sopocie — widywał ich raz na dwa tygodnie.
W 2021 roku zaczął chodzić do klubu szachowego w Gdańsku-Oliwie, przy parafialnym domu katechetycznym. Grał w szachy odkąd miał dwanaście lat. Ojciec nauczył go na emeryturze. Po rozwodzie wrócił do tego jako do czegoś, co było z nim przed małżeństwem i zostanie po nim.
Klub w czwartki
Niewielki. Dwunastu, czasem piętnastu ludzi. Od 18:00 do 21:00. Sześć stolików. Herbata z samowaru, czasem paczka ciastek przyniesiona przez jedną z pań. Średnia wieku — 55 lat, choć bywają studenci politechniki i bywa pan Wiesław, 81, który pokonuje większość w trzydzieści ruchów.
Marek w klubie znalazł trzy rzeczy, których nie znalazł w terapii ani w aplikacji:
- Rytm — każdy czwartek od 18:00, nic się nie zmienia.
- Wspólny język — nie small talk, tylko pozycje, partie, otwarcia. Rozmowy bez egzaminów.
- Mur ochronny — szachownica pomiędzy dwojgiem ludzi to bariera, która pozwala się powoli oswajać.
Wanda, 59, nauczycielka matematyki
Wanda dołączyła do klubu jesienią 2022 roku. Wdowa od czterech lat. Mieszkała w Oliwie z córką, która studiowała biologię. Zaczęła chodzić, bo córka kazała jej „gdzieś wyjść spośród obiadów i zupy pomidorowej".
Pierwsze pół roku Marek i Wanda nie rozmawiali. Grali obok siebie, na sąsiednich stolikach, przeciwko innym. Czasem kiwali głową na przywitanie. Nic więcej. Marek zauważył, że Wanda gra odważne czarne — hiperakceleracja obrony sycylijskiej — ale nigdy nie zagadał. Wanda zauważyła, że Marek pomagał nowym osobom, cierpliwie tłumaczył ruchy, nigdy nie śmiał się z cudzych błędów.
Pierwszy wspólny ruch
Zimą 2023 roku pan Wiesław, ten 81-letni, zachorował. Klub zorganizował odwiedziny w szpitalu na Zaspie — kilka osób na zmianę, po pracy. Marek i Wanda trafili na tę samą niedzielę. Przynieśli pomarańcze i jeden egzemplarz „Gazety Wyborczej". Pan Wiesław ucieszył się jak dziecko.
Wyszli ze szpitala razem. Zrobiło się późno, padał śnieg, autobusy kursowały co dwadzieścia minut. Marek zapytał, czy ją podwieźć. Wanda się zgodziła. W samochodzie przez dziesięć minut milczeli. Potem Wanda powiedziała:
„Dziwne. Znamy się rok i pół i to jest pierwsza rozmowa poza szachami."
Marek się uśmiechnął. „To jest nasze otwarcie. Tylko bardzo wolne."
Ich tempo
Od tamtego grudnia do pierwszej kawy minęły dwa miesiące. Wanda potrzebowała czasu. Marek nie naciskał. Umówili się na kawę w sobotę, w kawiarni „Pikawa" na Brzeźnie. Pili kawę godzinę, rozmawiali dwie, głównie o muzyce — Wanda kochała Niemena, Marek Wolnego Ducha Grechuty.
Do klubu chodzili dalej. I chodzą dzisiaj. Trzy lata później. Nie zostali parą „w klubie" — zostali parą, która przychodzi do klubu z różnych domów i wraca razem do jednego, ale nie zawsze.
Co ich łączy — poza szachami
- Milczenie. Obydwoje umieją milczeć bez paniki.
- Szacunek dla tego, co było. Wanda wciąż wspomina męża przy córce. Marek wspomina byłą żonę bez cienia goryczy.
- Brak potrzeby udowadniania. Nie robią zdjęć wspólnych i nie wrzucają ich nigdzie. Ich związek istnieje w rzeczywistości, nie w dokumentacji.
Co z tej historii można zabrać
- Powtarzalność buduje zaufanie. Jeśli chodzi Pan w każdy czwartek do tego samego klubu od dwóch lat, ktoś to widzi. Widzi, że jest Pan stały. Stałość jest po 60-tce walutą.
- Nie trzeba się sili na „podryw". Pierwsze półtora roku Marek nie zrobił nic. Grał. Pomagał innym. Był sobą.
- Wspólne hobby to nie tło — to język. Szachy, chór, ceramika, brydż, nordic walking. Miejsce, gdzie mówi się ten sam dialekt, tworzy intymność bez presji.
- Ok, że wolno. Dwa miesiące od szpitala do pierwszej kawy. Dwa miesiące od pierwszej kawy do kolacji. Dorosły tempo.
Słowo od Marka
Zapytałem go, co by powiedział mężczyźnie, który 62 lata ma i właśnie się rozwiódł. Odpowiedział:
„Znajdź miejsce, do którego możesz chodzić przez rok bez celu. Klub, chór, stowarzyszenie, cokolwiek. Nie idź tam szukać kobiety. Idź być sobą. Jeżeli kogoś tam spotkasz, to będzie prawdziwe. Jeżeli nie — i tak będziesz w lepszym miejscu, niż siedząc wieczorem przed telewizorem."
Trudno dodać coś do tych słów. Więc zostawiam je samym sobie.